środa, 13 lutego 2019

Ferie

W nagrodę za sesję zdaną w pierwszym terminie czeka mnie niespodzianka - czekanie na wynik tk. Mam złe przeczucia, bo niestety mam do tego podstawy. Boję się wchodzić na maila.
Wczoraj dostał  mi się ochrzan, że nie pamiętałam o sprawie, o której wcale nie musze pamiętać.
Ostatnio łapię się na ciężkich nastrojach. Często zdarza mi się płakać w pociągu, a i rozmawiać ze znajomymi mi się nie chce. Mam już dość tego płaczu i depresji. Powinno być lepiej, a jest gorzej. Dzisiaj taki ponury dzień, jakby dopiero co robiła się zima. I myślę, wciąż myślę. Nie potrafię uwolnić się od myśli. Gdybym ja? Gdybym ja zachorowała? Ja nie miałabym na kogo liczyć. "Co Ty mówisz, jeszcze wykraczesz!" Nie wykraczę, jest zbyt duże prawdopodobieństwo.

Próbuję się skupić na czymś innym niż czarnych scenariuszach i stresie zwiazanym z czekaniem, ale słabo mi to idzie.

sobota, 9 lutego 2019

Odeszli po to by żyć

Gdy diagnoza się potwierdziła, starałam się wczuć w sytuację mojej Mamy i pomyśleć czego potrzebuje i co dałoby jej wsparcie. Odpowiedź: inni ludzie. Ludzie, którzy przeszli ciężkie leczenie chemioterapią, radioterapią i tę straszną operację. Którzy, jeśli to możliwe żyją przeszło 5 lat. Znalazłam pare osób, które były w kontakcie z Mamą i ze mną. Takich, które przekroczyły magiczną barierę 5 lat było mało. Choć zawsze było miło z kimś pogadać, wesprzeć siebie wzajemnie, to jeszcze trudniej było tego kogoś pożegnać, to zawsze bardzo bolało. Była świadomość, że odchodzi na tę właśnie chorobę.

Pożegnaliśmy Anię, Magdę, Martusię. Ich telefony już długi czas milczą, a ja wciąż mam cichutką nadzieję, że może są w Stanach na leczeniu...

Cieszę się, że wciąż jest Asia, Janina, Ewa.


środa, 6 lutego 2019

Relacje

Zazdroszczę mojej Mamie, że w każdej sprawie, która ją martwi może zadzwonić do swojego brata. Wujek to równy gość.
Szkoda, że ja tak nie mam i nigdy nie będę miała.
Niektórych choroba nic nie uczy.


Wspomnienie z Kazimierza Dolnego.

piątek, 1 lutego 2019

Gdyby nie On.

Znajomi to znajomi. Oprócz mnie mają też masę innych znajomych, więc rozumiem, że dla nich nie jestem najważniejsza. Od początku natomisat wspierał i wspiera mnie nadal mój chłopak, z którym już jestem ponad 6 lat. Choć o resekcji tak ważnego organu jakim jest żołądek ciężko mi mówić przy innych, tak w naszym związku ten problem w ogóle nie istenieje. Mogę mu się zwierzyć, porozmawiać szczerze, wypłakać się, pomilczeć. Nie czuję się inna przez to, że moja mama nie ma tego narządu. Nigdy nie pozwolił mi czuć się gorszą. Wiem, że to nie jest żaden powód do wstydu. Tak naprawdę od momentu diagnozy to tylko on trzyma mnie przy życiu. Takie zrozumienie przez drugą połówkę jest dla mnie bardzo ważne.

Z drogi na wesele.

sobota, 26 stycznia 2019

Niby człowiek wśród ludzi, a i tak samotny

Jak to właściwie jest?
Otaczam się dużą grupą ludzi, jednak zaufać komuś z nich w 100% bym nie potrafiła. Gdy diagnoza była już pewna, podzieliłam się tą informacją z moimi dwiema przyjaciółkami z czasów licealnych. I to był błąd. W tamtym czasie właściwie nie wiedziałam czego oczekuję od ludzi - czy tego, żeby mnie wypytywali jak się czuję, jak czuje się mama, czy żeby dali mi spokój i w ogóle nie poruszali tego tematu. Dziś już wiem - chciałabym, żeby inni zachowywali się normalnie po tym jak dzielę się z nimi taką informacją. Taką, która ciężko przechodzi mi przez gardło i która bardzo wewnętrznie mnie boli. Chciałabym, żeby odsuwały moje myśli jakoś od tego, zajmowały czymś innym. Moje przyjaciółki tego nie zrobiły, właściwie kontakt powoli zanikał. Bały się konfrontacji z osobą, która tą chorobą jakoś jest naznaczona. Odsunęły się, to chyba normalne, bo ludzie lubią otaczać się innymi, którzy mają tak samo piękne życie. Niigdy nie miały poważnych problemów, więc czemu oczekuję zrozumienia od nich?
W dzisiejszych czasach to z przyjaźnią między młodymi ludźmi jest tak, że fajnie jest o czymś pogadać czy pójść razem na impreze, ale dzielenie się problemami i szukanie jakiegoś wsparcia to już nie.

Choroba mamy nauczyła mnie tego na kogo mogę liczyć, a kogo lepiej mam unikać.



niedziela, 20 stycznia 2019

Czas na przyjemności, ale też na obowiązki

W sobotę byliśmy na Balu Magistra. Nie powiem, żebym bawiła się świetnie, bo chęci na zabawę odeszły mi już półtora roku temu, ale staram się jakoś "normalnie" funkcjonować. Mama kazała mi iść. Od momentu diagnozy chciała żebym żyła jak inni, ale mi jakoś ciężko to wychdozi. Bardzo zaangażowałam się w jej leczenie, pewnie dlatego, że jesteśmy takimi prawdziwymi pryzjaciółkami. Każda najmniejsza dolegliwość mnie martwi i nie potrafię już na niczym innym się skupić. Mama zawsze dzieli się ze mną swoimi obawami, lękami, płacze przy mnie. Sprawia to też, że sama się martwię dodatkowo, a to odbija się na mojej nauce. Nie winię jej, bo nie mam prawa, taka choroba bardzo zmienia człowieka. Zmienia też jego rodzinę.
Wielkimi krokami zbliża się sesja i znów trzeba się mocno skupić. Jak dobrze pójdzie będzie to przedostatnia w mojej karierze. Dobrze, że dwa rozdziały pracy już wysłane.
Jeszcze przed sesją czeka nas wesele znajomych.

A po sesji biorę się za czytanie.


poniedziałek, 14 stycznia 2019

Sen

Znów śnił mi się Dziadek. Może to dlatego, że niedługo Dzień Dziadków.
Początek był smutny, natomiast koniec bardzo miły - siedziałam obok Dziadka w fotelu i trzymał mnie za rękę. Tak spokojnie patrzył na mnie.
Już kilka razy mi się śnił. I za każdym razem gdy się budzę cały dzień jest jakiś dziwny.
Mój Dziadek, jedyny którego miałam, odszedł rok temu 1 listopada. Nie zdążyłam się z nim pożegnać, ani moja Mama, która była pare dni po ciężkiej operacji pozbycia się raka. Musiałam jej to powiedznieć, bo przy niej przebywałam, a że była jego córką było mi jeszcze trudniej. Przez to co w tamtym czasie działo się wokół mojej Mamy nie pozwoliło mi przeżyć żałoby po Dziadku.
Bardzo Go kochałam, kocham nadal.



Kocham ciasta mojej mamy. Wspomnienie lata.